poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 1: Początek

 Postanowiłam pochwalić się przed wami moimi wypocinami. Mam nadzieje, że nie są takie złe. W tym opku zamiast Usagi Tsukino jest Bunny Cukino, ponieważ jestem przyzwyczajona do polskiej wersji imiona i bardziej mi się podoba:)


 Dochodziła dziewiąta. Bunny Cukino leniwie otworzyła oczy obudzona dżwiękiem telefonu. Spojrzała na numer, a jej serce zaczęło szybciej bić. Czy to możliwe, że dzwonił do niej ten Seiya, który musiał ją opuścić? Natychmiast kliknęła odbierz i podsunęła telefon do ucha.
- Halo? - zapytała oszołomiona dziewczyna. Tęskniła ze Seiyą. Kiedy Mamoru wyjechał wiernie przy niej pozostawał.
- Króliczek? Tak się cieszę, że Cie słyszę. Przyjdziesz do parku  tak za pól godziny? Muszę o czymś z tobą pomówić - po jego głosie Bunny rozpoznała, że jest zakłopotany. Zgodziła się, a chłopak się rozłączył. Dziewczyna westchnęła i odłożyła komórkę z powrotem na miejsce. Podbiegając do lustra potknęła się o swoje nogii, a na jej kolanie zauważyła siniaka. Gdyby była 2 lata młodsza pozwoliłaby sobię popłakać, ale nie teraz. Musiała się przygotować. Podniosła się z dojść twardej ziemii i sięgnęła po grzebień, którym delikatnie uczesała swoję jasne włosy. Szeroko otworzyła szafę na ubrania stojącą przy łóżku i ubierając błękitną sukienkę na ramiączka wraz z idealnie pasującymi do sukienki japonkami.To śmieszne - pomyślała. Ubrała się tak jakby szła na randkę, a nie na rozmowę z przyjacielem. Zbiegła szybko na dół. Shingo siedział przy stolę zajadając łakocie. Kusiło ją, żeby zabrać mu je sprzed nosa, ale szybko odsunęła od siebie myśl. Wzięła ze stołu pięniądzę w nadziei, że po drodzę znajdzie jakiś sklep w którym kupi pączka. Juź miała dobiec do drzwi kiedy położyła jej matka położyła dłoń na jej ramieniu.
- Bunny dokąd się wybierasz? Ostatnio ciągle znikasz. Rozumiem, że jesteś w trudnym wieku, ale to chyba juź przesada. Nie dosyć, że rzadko wracasz do domu na noc to w ogóle nie spędzasz ze mną czasu...
- Spieszę się, mamo. Pogadamy o tym póżniej - Dziewczyna juź miała nacisnąć klamkę kiedy zobaczyła, że ręka kobiety zaczyna zielenieć. Bunny odwróciła się i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła - Przed nią stał zielonoskóry demon, który niewiadomo ile udawał jej matkę! Bunny chciała strącić rękę potwora kiey zauważyła, że jego dłoń zaciska się na jej szyi. Podniósł ją, a dziewczyna z bólu zamknęła oczy. Dusiła się.
- Co zrobiłeś z moją matką? Co z Shingo? - zdołała z siebie wykrztusić.
- Och nie martw się. Nic im się nie stanie - zasyczał stwór jeszcze bardziej zaciskając palce wokół szyi biednej dziewczyny.
- Kim ty jesteś? - zakrztusiła się. Nie czuła juź powietrza. To kwestia czasu gdy umrze. Nie mogła użyć broszki, ponieważ demon sprawił, że nie mogła się ruszyć.
- Nie musisz tego wiedzieć, czarodziejko z księżyca - Bunny była zdzwiona skąd wie o tym, że jest czarodziejką. Zaczęła wspominać najwspanialsze chwile jej życia. Kiedy nagle czar prysł. Zdzwiona dziewczyna otworzyła oczy. Mogła juź poruszać rękami, a monstrum, którę prawie ją zabiło upadło na ziemie. Miało wbitą róże. Spojrzała za siebie, a widok ukochanego zwalił ją z nóg.
- Tuxedo Kamen! Tak się cieszę, że mnie uratowałeś!
- Teraz Czarodziejko - odpowiedział tylko. Bunny sięgneła po broszkę i wypowiedziała formułę 'Wieczna Potęgo Księżyca, zmień mnie!' i po chwili zamiast dziewczyny stała piękna wojowniczka o miłość i sprawiedliwość.
- Uzdrowicielska moc księżycowego pocałunku! - powiedziała po czym potwór zniknął, a na jego miejscu pojawiła się jej kochającą niebieskowłosa matka. Czarodziejka zapłakała i przytuliła się do Tuxedo. Była wdzieczna za ratunek.
- Dddzzziekkkujjje - powiedziała. Chłopak przytulił ją i po chwili odszedł. Na powrót zmieniła się w normalną dziewczynę i wybiegła z domu. Do 10.30 zostało jej niecałe 10 minut. Nie zdąży pójść po pączka. Nie mówiąc juź o tym jakie będzie zdziwienie mamy gdy obudzi się na podłodzę.

Po 15 minutach Bunny w końcu znalazła się w parku. Jej jasne, niemal złote włosy powiewały na wietrze. Dziewczyna poczuła dziwne światło, kiedy zobaczyła Seiye. Trudno uwierzyć, że nie widziała go tylko tydzień. Podbiegli do siebie i przytulili się. Bunny nawet nie pomyślałą o tym, że ten gest może być nie w porządku. Po prostu cieszyła się, że spotkała Seiye. Uśmiechnęła się szeroko, jak to w zwyczaju mają robić małe dzieci cieszące się z nowej zabawkii.
- Króliczek... nie mogę uwierzyć, że w końcu Cie widzę. Każda minuta była dla mnie jak sto lat!
- Muszę Ci coś wyznać - dodał i zaprowadził ją na ławkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobała się notka/wpis? Zostaw po sobie koma i umil mi pisanie kolejnych rozdziałów/notek!